W drodze

Lubię jeździć samochodem. Daje mi poczucie samodzielności. Samowystarczalności. Nie jeżdżę szybko, raczej ostrożnie. Przyglądam się innym kierowcom, skupiam na drodze. Nie maluję w samochodzie rzęs ani paznokci. Trzymam kierownicę dwiema rękami. Umiem cofać patrząc w lusterka. Nie boję się dużego ruchu w większych miastach. Wyprzedzam kiedy trzeba. Nie mylę kierunkowskazów z wycieraczkami. Ogólnie samochód jest moim przyjacielem…

Jest jedno ale…

Kiedy wjeżdżam na autostradę – głupieję. Mój mózg dostaje włosy blond rodem z kawałów. Ludzie, tam wszystko jest takie samo! Czy Wy też tak macie? Barierki szare, zielone cholerne ekrany wyciszające. Lampy idealnie co tyle samo metrów. Żadnej reklamy, kościoła, sklepu. Żadnego punktu zaczepienia. No cholera nic! Gdzie ja jestem? Szeroka droga, jakieś siatki na zwierzęta po bokach, prujące samochody i ja. Dostaję małpiego rozumu. I te znaki. Kto to pisze w ogóle? Jadę do Warszawy, a muszę kierować się na Kraków i Wrocław! Jakiś Białystok? No helołłł? Wracając do domu jadę na Poznań. Nieeee! No Matko Boska! To nie dla mnie.

Jadę do pracy już nie wiem który raz tą sama drogą. Myślę o domu, dzieciach w przedszkolu, o tym facecie, co przed chwilą mnie strąbił, bo na zwężeniu przy znaku 40 km/h jechałam 70. Jak ja śmiałam zwolnić? Co za dureń! Myślę o fakturach, które muszę dziś wystawić. Trzeźwieję. Matko! Gdzie ja jestem! Szara droga. Cholerne barierki, ekrany. No to jestem ugotowana. Widzę znak „Centrum”, dobra skręcam, to chyba będzie tu. Przecież pracuję w centrum. Skoro pracuję w centrum to skręcam do „Centrum”. Filozofem nie jestem. Dla mnie to logiczne. Jadę, wszystko wygląda tak samo, nawet nie ogarniam, że jadę źle. Wpadam do miasta. Oho! Zonk. Wjechałam gdzież z dupy strony, super, cała ja, tłukę się przez pół miasta w korku, bo znowu się pogubiłam. Dzięki! Zarząd transportu i dróg może być z siebie dumny. Jestem 15 minut w plecy. Kiedy ja się nauczę tej drogi? Wracam do domu, tym razem nie przez Katowice. Udało się. Jestem!

– Wiesz co, znowu dziś źle pojechałam na autostradzie – mówię do męża

– No co TY!!! Przecież jeździsz tą drogą setki razy. No weź nie żartuj! – mówi do mnie z politowaniem

– No serio, było napisane „Centrum” to zakręciłam. Ale to nie to centrum było… – tłumaczę się zawiedziona sama sobą

– No tyle razy mówiłem ci, że musisz się kierować na Kraków…

– No wiem. Ale kurde jadę do Warszawy, a mam się kierować na Kraków? No bardzo rzeczywiście piiiiii logiczne… A potem gdzie? Potem już na centrum? – upewniam się

– No tak… No w sensie potem musisz kierować się na „Lotnisko”. No przecież wiesz…

– No, a jak wracam to na Poznań… logika do kwadratu – stękam pod nosem , i tak nie zostanę zrozumiana

– No pewnieeee. Widzisz. Mówiłem ci, że wiesz!

– Do następnego razu – myślę sobie i przewracam oczami bez zrozumienia

🙂 🙂 🙂 🙂

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “W drodze

  1. I właśnie dlatego cholernie się cieszę, że mieszkacie po tej stronie Wisły i jadąc do Was nie muszę zahaczać o Kraków czy Berlin…. albo to było Zakopane? Moskwa? Nowy Jork????? Eeeee????? 😉 😉 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s