Sportowiec

141H (1)

Wszyscy dookoła biegają, ścigają się, jeżdżą na rowerze, uprawiają aerobiki.

Ćwiczą mięśnie, prężą się z uśmiechem na twarzy, są fit, slim, git.

Chwalą się medalami, wynikami, kilometrami i maratonami.
Stają na podium, robią sobie fotkę i reszta wzdycha na ich widok „O wow!”.

Do tego jeszcze zdrowe jedzenie, koktajl owocowy na śniadanie, gluten-free, milk – free, smak – free i już jesteśmy gotowi z impetem zacząć dzisiejszy dzień.
Te wszystkie jarmuże, nasiona Goji, melasy i sole himalajskie…

Te wszystkie nasiona chia, soki pokrzywowo-buraczane, amarantusowo-jaglane cuda owładnęły fejsbuk.

Tylko nie mnie, a też bym chciała!

Wysmuklić się jak łania, zrobić sobie nogi jak gazela i wessać trochę brzucha, żeby był jak u Mel B. Żeby był jak kaloryfer ten co grzeje, ale mięśniem, nie sadłem.
No chciałabym, a co!

Tyle się mówi o tym sporcie, że te endorfiny, że ta ekscytacja, że to jak nałóg.

Że wciąga bez reszty, że żyć już później nie można, że rzucasz dom, rodzinę, pracę. I ćwiczysz, ćwiczysz, ćwiczysz!

A u mnie nic.
No nic mnie nie bierze! Prędzej się wciągnę w papierosy niż wieczorne brzuszki.

Dlaczego ja się pytam? Co ze mną jest nie tak?

Biegacza to ze mnie nie będzie, na 100 metrów pełną parą może bym dała radę, ale więcej? Nogi mnie niosą, a oddech zostaje trzy ulice wcześniej, wisi na płocie sąsiada i woła „Wróć!”

No i wracam…

Kupiłam sobie nawet płytę. Z tymi ćwiczeniami, co to teraz modne. Lewandowskiej, Chodakowskiej albo innej Nowakowskiej.
Kupiłam. Ładnie wydana, twarda okładka, w środku książeczka, kolorowo, dużo zdjęć. Uśmiechnięte dziewczyny. Wysportowani faceci. Za całe chyba 29 złotych.

Leży.

Płyta i ja koło niej.
Ja na kanapie po całym dniu kieratu, płyta na stole.
Schowam ją do szuflady, bo na mnie patrzy i wzbudza wyrzuty, że moje myśli krążą wokół szafki ze słodyczami.

Zawsze byłam totalnym sportowym głąbem, łamagą i antytalentem.
Moje koleżanki rzucały w podstawówce piłeczką palantową około 45- 50 metrów, przerzucając ją przez płot boiska na pole rolnika, a ja jak dorzuciłam 20 metrów to byłam zadowolona, że piłka poleciała w miarę prosto i nie wybiła okna w szkole…

Podczas gry w siatkówkę, jak dochodziło do serwowania, to oblewał mnie zimny pot i może raz na milion przerzuciłam piłkę przez siatkę. I modliłam się, żeby tylko nikt nie nacelował jej na mnie, bo przecież dwie dziurawe ręce nie odbiorą piłki.

Skacząc przez skrzynię nie raz zaryłam o nią za długimi kopytami i tak wyrżnęłam do przodu, że do dziś mam traumę. Cud, że zęby wszystkie.

No dobra, jakieś tam fikołki robiłam, mostek też. Nawet umiałam stać na głowie i rękach, ale ludzie! Większej sportowej ofiary, uwierzcie mi – nie znam.
Każdy w klasie wiedział, że ocenę z w-fu miałam naciąganą. Gdyby nie to, to moje świadectwo świeciłoby dwóją albo trójczyną na szynach.

Ja się nawet starałam, ja na prawdę bardzo chciałam nie odbiegać od normy. Chciałam tak jak inni, ale w biegu na 800 metrów po żużlowym stadionie zawsze ostatnia doczołgiwałam się na metę. Z jęzorem wiszącym po pas, oczami podkrążonymi i kolką w pięciu miejscach jamy brzusznej.
Mój czas zawsze był poza tabelą ocen.

– Pała – kwitował nauczyciel

Ale, że w ogóle dobiegłam – dostawałam dwóję.
Ot, radość! Dzięki ci Panie, mój zbawco!
Chyba lepiej byłoby siedzieć w ciszy i spokoju na ławeczce, nie upocić się jak świnia, nie zbłaźnić przy klasie, nie upodlić i dostać jedynkę.
Ale ja walczyłam. I nie zwiewałam z w-fu.

Ja po prostu nie mam talentu.

No i dlaczego? Gdzie ja stałam w kolejce jak go rozdawano?
Chyba po długi nos.
To by się zgadzało…

Może powinnam zrobić jakieś badania, może mój organizm nie wydziela endorfin jak ćwiczy, tylko wtedy kiedy pije wino i je czekoladę? Oooo! Może to to?
Czy to się leczy?

A ja naprawdę, szczerze bym chciała. Serio!
Może uda mi się zacząć jutro?
Bo dziś już się nie opłaca.
Dziś dokończę wino, spojrzę na jakiś serial i psychicznie się nastroję na jutro.

Jutro mi się uda.

Chyba.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s