Lans

1kulesza-60

Weekend. Plac zabaw. Słońce. Mnóstwo okolicznych dzieci.
Bawią się, machają łopatkami, zjeżdżają ze zjeżdżalni. Cieszą się, rechoczą, skaczą.

Biegają, krzyczą.
Huśtają się.
Śmieją.

Rodzice przyglądają się swoim dzieciom w tłumie. Każdy wzrokiem śledzi swoje dziecko.
Dzieciaki wybabrane w piachu, w umorusanych dresach, miękkich leginsach. Wygodnych bluzkach. Integrują się.
Zjeżdżają na strażackiej rurze, wspinają po linach.
Wszyscy przyszli tu w jednym celu.
Niby się nie znają, a jednak jakby tworzą wielka rodzinę.

O nie. Przepraszam. Jednak nie wszyscy.

Z tłumu ktoś się wyróżnia.
Tatuś.
Ciemne, przylizane włosy.
Koszula w drobną czerwono-białą kratkę. Czarne spodnie, modnie podwinięte.
Mokasyny bez skarpetek.

Jest lans.

Targa w dłoniach aparat wielkości stacji kosmicznej z obiektywem wielkości lunety astronomicznej. Robi zdjęcia swojemu synkowi.

Mama nie mniej wystrojona z niedzielnie wystylizowaną fryzurą, pcha firmową spacerówkę.

Mały, niespełna dwuletni synek wbity ze swoim pampersem w obcisłe jeansy – rurki – nie może się schylić po łopatkę. Nic dziwnego, że nie może. W takich spodniach ledwo się oddycha.
Jak jest w takich spodniach plus pampersie – nie wiem, ale nie zazdroszczę.
Spodenki obowiązkowo na szelkach. Pod nimi biała męska koszula z wywiniętymi rękawami.
Trochę ciężko zginać w niej ręce w łokciu, ale czy to ważne?
Dla rodziców chyba nie.
Na głowie kaszkiet czy coś w stylu „czapki Warszawiaka cwaniaka”.

Stylówa błyszczy na tle innych dzieci.
Na tle wygody.

Tata skacze jak małpa robiąc zdjęcia dziecku, z prawej, z lewej, z góry.
Nie mogę go ominąć.
Ja w prawo, on w prawo.
Ja w lewo, on w lewo.
I tak macha mi swoim dupskiem przed oczami.
Ja pierdzielę. Dobra udało się.

– Allanku wyjdź z piasku, cały się zasypiesz – woła mama stojąc na brzegu piaskownicy.
Dziecko niezgrabnie poruszając się, w skrępowanych przez stylówkę ruchach łapie wiaderko. Nie słucha mamy, a ona boi się wejść do piasku, gdyż zasypie swoje zamszowe, wypieszczone balerinki.

Grupa rodziców z dezaprobatą spogląda na paniusię. Tatuś wciąż się pręży z aparatem. Rozwija i zwija obiektyw.
Taką rurą z powodzeniem mógłby fotografować życie erotyczne mrówek. Albo oglądać gwiazdy.

Patrzę na innych rodziców. W spokoju przyglądają się swoim dzieciom.
Patrzę na swoje dzieci. Weszły wspólnie na karuzelę. Niech się pokręcą.

Głęboko oddycham. Patrzę na wciąż zielone liście na drzewach.
Słońce odbija się na mojej twarzy.
Uśmiecham się do siebie i cieszę się, że jeszcze nie odpadła mi piąta klepka.
Przynajmniej ta odpowiedzialna za stylizację dzieci na plac zabaw.

Oby przy mnie została jak najdłużej…

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Lans

  1. bewa

    Niestety swoisty terror mam XXI w. Warto zaproponować „takowej damie” podobny strój i podniesienie 50-ciu papierków z piaskownicy. Może tzw. „łopatologia” (na rozum niemożliwe,gdy takowego brak) Na szczęście to incydentalne przypadki. Cudownie,że widzisz,komentujesz i PISZESZ!. (Twój tekst jak mały felieton….brawo!)

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s