Na zawsze

66H

Prowadzę swoje dzieci do przedszkola.
Wchodzę do szatni, przyglądam się innym maluchom. Szafka koło szafki.
Biedronka koło motyla.
Zebra koło kotka.

– Mamo a czy Iwo już jest? A czy Maks już jest? A czy Weronika już jest? – pytają moje dzieci.

Spoglądam na szafki, sprawdzam czy wiszą w nich kurtki i odpowiadam zgodnie z prawdą.

Takie znajomości od malucha mają wielką moc. Może z nich wyniknąć piękna przyjaźń.
Może nie wyniknąć nic. Nie mam pojęcia co zrobić, aby zachować tych ludzi i wspomnienia w sercach dzieci. To chyba przypadek, albo przeznaczenie.

Albo dar.

Moje znajomości przedszkolne przerodziły się w coś więcej. Przerodziły się w przyjaźnie.
Mocne, trwałe, silne.
Nie do wyrwania. Korzenie rozrosły się przez lata za bardzo, aby je zniszczyć.
I mimo że teraz każda z nas żyje gdzie indziej, to przyjaźnie trwają.
ONE – Oddalone ode mnie setki i tysiące kilometrów.

Mamy kontakt w realu raz na rok, dwa, a bywa, że rzadziej.

Ale to co! To nic!

Jest telefon, komunikator, sms. Jest w końcu fejs.

Jest umysł i uczucia. Są myśli i wspomnienia.

Bo teraz już My – jesteśmy inne. Każda przeszła inne doświadczenia. Każdą boli w życiu coś innego. Każdą cieszy coś innego.
Każda pracuje w innym zawodzie.
Każda ma inną ilość siwych włosów.
Każda ma inne kompleksy.
Każda ma inny uśmiech.

Każda płacze na innym filmie.

Ale to nic nie zmieni.

To nic nie zmieni, bo siła tkwi gdzie indziej.

Nic nie odbierze tym długoletnim przyjaźniom korzeni i miejsca, z którego wyrosły.

Nikt nam nie zabierze wspólnego skakania w gumę przed blokiem.
Nikt nie zabierze zabawy w podchody za garażami.
Nikt nie zabierze rozmów przez telefony stacjonarne, tuż po skończeniu się lekcji w szkole.

Nikt nie zabierze emocjonującego przeżywania kolejnego odcinka „Z archiwum X” i wzdychania na widok Davida D.
Nikt nie zabierze wspólnych kradzieży jabłek z pobliskich ogródków działkowych.
Nikt nie zabierze biegania po polu kukurydzy i chowania się w zagajnikach.

Nikt nie zabierze wycieczek szkolnych.
Nikt nam już nie zabierze wspólnego dorastania i dojrzewania.
Tych papierosów palonych w parku po lekcjach.
Tych wściekłych psów pitych w piątki na dyskotece.
Tych kilometrów robionych po szkolnych korytarzach, żeby tylko zobaczyć swoją platoniczną, licealną miłość.
Tych setek słów przelanych między sobą.

Tych nocy spędzonych w łóżku, w domu u mojej babci, przespanych w poprzek, w ścisku.

Byle razem.

Tych piosenek, podczas słuchania których chciało się ryczeć, bo wydawały się tak osobiste i tak o nas.

Tego wspólnego pisania klasówek z matmy. Do tej pory nie wiem czy nauczyciel tego nie widział czy nie chciał widzieć.

Tych wszystkich imprez osiemnastkowych.
Tego gorzkiego piwa wypitego w zadymionym od fajek pubie „Pod Filarem”.

Tych imprez w domu wujka jednej z nas. W domu pełnym paprotek! Zwisających z mebli, szaf. Stojących na stojakach, półkach. Ogarnia mnie dziki rechot na samo wspomnienie tego ogrodu botanicznego. A w nim my.

Tych wakacji pod namiotem, nad jeziorem przed domem M.
Tych zupek chińskich jedzonych przez tydzień.
Tych sielaw wędzonych, od których ręce pachniały przez cały dzień.
Tych powrotów po nocy z dyskotek.

Nikt nam nie zabierze wspólnych Sylwestrów na placu, w mieście, pod wielką choinką.

Nie zabierze nam wariowania na swoich weselach, zachodzenia w ciążę prawie jedna po drugiej.
Nie zabierze nam wspomnień porodów relacjonowanych przez smsy prosto z porodówki.
I zapachu naszych dzieci.

Nikt nam nie zabierze wspólnego przeżywania rotawirusów, pobytów w szpitalach z dziećmi i dziwnych wysypek.

Nikt nam nigdy tego nie zabierze, bo to będzie już zawsze nas łączyć.

Będą nas łączyć te rzadkie, ale jakie intensywne odwiedziny. Ten potok słów wylewany podczas rozmów. Ten nawał liter wysyłanych podczas dialogów na komunikatorze.

Zawsze już będą nas łączyć te narodziny, śluby, wesela, miłości, awanse, podwyżki, nowe prace.
Będą nas też łączyć wspólnie przeżywane tragedie, choroby najbliższych, łzy, dramaty, pogrzeby…

To jest tak silna więź, której żadna odległość już nie zniszczy.

Żaden czas. Żadna przestrzeń.

Bo to jest więź istniejąca wewnątrz nas, którą budowałyśmy przez przedszkole, szkołę podstawową i liceum.

Wspólnie.
Razem.

Już na zawsze.

PS. Uwielbiam Was! ❤ ❤ ❤

Reklamy

6 uwag do wpisu “Na zawsze

  1. D.

    W sumie coś w tym jest. Tydzień temu spotkałem kolegę, z którym sie znam od przedszkola. Gdzieś tam się nasze drogi rozjechały i nie widzielismy się z 15 lat. A tak nam sie dobrze rozmawiało jakby od ostatniego spotkania minął tydzień.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Muszę przyznać, że każde z Twoich zdań „Nikt nam nie zabierze…” dopasowywało się idealnie do moich wspomnień, jakże podobnych ;). Aż się łezka w oku zakręciła ;). Przyjaciel, to wielki dar. Zawsze mówiłam, że to siostra/brat, który jakimś magicznym sposobem staje na Twojej drodze i już tam zostaje. To rodzina, którą sobie sama wybierasz i tak jak, ta z więzów krwi, jest bardzo ważna i trzeba o nią dbać. Szczęśliwi Ci, co maja prawdziwych przyjaciół 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s