Nie-Perfekcyjne

111ragus`a-2

Wmówiono nam – matkom XXI wieku, że można być wielozadaniowcem.

Rodzimy, uśmiechamy się, zamieszczamy zadowolone zdjęcia na fejsie, jesteśmy szczupłe, zadbane. Czasem malujemy paznokcie, gotujemy zdrowe obiadki i pieczemy owsiane ciasteczka. Chodzimy odstrojone do pracy. Potem sprzątamy, układamy w szafkach i wieczorem szorujemy parowym mopem podłogę.

Wmówili nam, że matka da radę.  Co ma nie dać. I daje.

Pokazują nam w telewizji, prasie, że trzeba się uśmiechać, że to wszystko jest proste, że to jest wykonalne. Nie dajesz rady? No co Ty! Co z Ciebie za matka?

I tak żyjemy. Poukładane, zorganizowane, ogarnięte, zanotowane.

Zmęczone.

Wmawiają nam, że pogodzenie bycia matką kwoką, która panuje nad dziećmi, domem i obiadem w połączeniu z hiper-modną kobietą sukcesu to bułka z masłem.

Same pakujemy się w tę sieć. Koleżanka koleżance boi się przyznać, że pada na twarz po powrocie z pracy.

Że nie ma ochoty malować kolorowanek z dzieckiem i włącza mu bajkę na DVD, żeby tylko przeżyć kilka godzin do wieczora.

Że nie chce jej się czytać dziecku trzech opowiadań przed snem, bo sama usypia na fotelu.

Że kupiła krokiety z kapustą na obiad, bo nie miała siły gotować łososia na parze.

Oszukujemy same siebie i otoczenie stwarzając obraz perfekcjonizmu. Umniejszamy swoją pracę „Eee tam”, „To nic takiego” bagatelizując pochwały innych. Wydaje nam się, że to musi być normą. Musi, bo tak nam mówią.

Tak pokazują. I obarczają nasze głowy obrazem Wszechmogącej Matki Polki, Matki Perfekcyjnej – zachłyśniętej macierzyństwem, zakochanej, szczęśliwej do granic obłędu z powodu codziennego zmieniania od roku upapranych pampersów, upitej radością  szorowania fug w kuchni i całodobowej rutyny nie dającej wytchnienia.

Tylko po co?

Po co udawać, że każdy dzień z dzieckiem to sielanka, błahostka i przyjemność.

Po co udawać, że chce mi się obierać fasolkę szparagową „na jutro” o 22.00?

Po co tworzyć wokół siebie pozory radości, skoro akurat dziś mamy przerąbany dzień?

Nie dajmy się zwariować.

Drogie mamy! Odpuśćmy sobie czasem.

Czy zlew pełen naczyń pozostawiony na noc uczyni nas gorszymi mamami? Czy sms do koleżanki „Jestem potwornie zmęczona i  nie dam rady” umniejszy nasze zalety w jej oczach?

Czy ten cały perfekcjonizm po trupach nie jest czasem ponad to?

Nasze słabości czynią nas prawdziwszymi i silniejszymi. Czynią nas w pewnym sensie szczęśliwszymi. Czynią nas świadomymi siebie i swoich możliwości.

To, że świat pędzi, udaje lepszy i bardziej idealny niż jest nie znaczy, że my musimy.

Dajmy sobie możliwość na łzy, brak makijażu i jajecznicę na obiad. Na nic-nie-robienie, dzień w dresach i wieczorny serial zamiast szorowania kuchenki.

Przyznanie się przed sobą i światem do naszej nie-perfekcyjności jest naszą normalnością.

Naszą dojrzałością.

Naszą siłą.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s