Choroby…

thermometer-833085_1920

Zasypują mnie z wszelkich stron lekarstwa.

Dla dzieci.

Syropy na rozrzedzenie wydzielin, na suchy i na szczekający kaszel.

Krople na zatkany nos, krople na cieknący wodnisty katar, krople sterydowe kiedy katar trwa ponad czternaście dni…

Zasypują mnie te wszystkie ampułki do inhalacji. Sole słabe, sole silne.

Trany.

Kapsułki.

Proszki do rozcieńczenia.

Leki na gorączkę. Co osiem, co sześć godzin…

Syropy na odporność.

Strzykawki do dawkowania, plastikowe łyżeczki, wygodne kubeczki.

Czuję się opanowana. Leki wyszły z jednej półki, weszły do drugiej. Te najpilniejsze siedzą w koszyku, bo wędruję z nimi po domu kiedy przychodzi noc.

Obudzona o 2.45 mogę wyciągnąć rękę po termometr, podać lek, wszystko trwa 30 sekund i nie stawia na nogi reszty domowników.

Dwa inhalatory stojące koło siebie w salonie tworzą już nasz wystrój wnętrz. Biało-niebieskie nijak wtapiają się w tłum, ale nie mam sił ich chować na jeden dzień, po to aby zaraz znowu tworzyć z nich konstrukcję z przedłużaczem.

Jeśliby tylko świeciły stanowiłyby super ozdobę też na święta.

Wczesne stadium zapalenia oskrzeli, angina czy też ostre zapalenie gardła. Wirusy plączą się wokół nas pozbawiając sił głównie dzieci. Nam spędzają sen z powiek, ale w sytuacji choroby człowiek chodzi jak na adrenalinie.

Płacz miesza się z lecącą krwią z nosa i atakami kaszlu. Katar miesza się z buntem przeciwko kolejnej dawce leku.

Moja udawana cierpliwość tłumaczy, że trzeba, że należy, że Pan Doktor kazał, że będzie lepiej. Nie ściemniajmy. Czasem mam chęć rąbnąć głową w mur.

Lista leków jest moim przyjacielem. Zapiski w sprawie wysokości temperatury.

Dziecko numer jeden:

Kiedy, ile stopni, ile mililitrów, nazwa leku. Kiedy następna dawka.

Dziecko numer dwa:

Kiedy, ile stopni, ile mililitrów, nazwa leku. Kiedy następna dawka.

 

Telefon do lekarza. Wizyta.

– Mam nadzieję nie do zobaczenia – słyszę na koniec od doktora

Zapomniał, że mam dwójkę dzieci, po czterech dniach widzimy się ponownie. W okresie jesiennym mam wrażenie, że staje się częścią mojej rodziny. Widuję go częściej niż brata…

Wszystkie plany biorą w mordę. Żadnych wyjść, wyjazdów, żadnych zaplanowanych atrakcji. I mimo że WIEM, że z dziećmi nic nie można zaplanować, to zawsze mnie kusi. Kusi mnie żeby zapewnić im jakąś rozrywkę, żeby pokazać coś więcej niż drogę między przychodnią a domem… I planuję, rezerwuję.

I się rozczarowuję.

Szlag mnie trafia, bo wszystkie przedszkolne atrakcje przechodzą im koło nosa. Dzień Pluszowego Misia, tańce, które tak lubią…

I tylko słyszę zewsząd: Muszą się wychorować, muszą złapać odporność, wyrosną… Czekam niby cierpliwie, bezsilnie. Często nerwowo i w stresie.

Czekam i wierzę, że i my się kiedyś wychorujemy.

Póki co dalej zalewają mnie te wszystkie syropy, instrukcje, krople, maści.

I bywa, że zalewa mnie krew.

 

 

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Choroby…

  1. Duuuuużo zdróweczka życzę.
    Ale jak to się zmienia. Kiedyś dziecko non stop chorowało i była tragedia, a teraz co ja bym dała, żeby sobie pod kołderką z tydzień poleżeć 😉 😉 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s