Nauczyciele

boys-1782427_1920

Kto nie pamięta najostrzejszej facetki od fizyki albo nauczyciela polskiego? Kto nie ma ciar na plecach na wspomnienie lekcji matmy i niezapowiedzianej kartkówki z chemii? Kto nie bał się odpytywania na biologii i skoku przez skrzynię na w-fie?

Są tacy nauczyciele w życiu, którzy już na zawsze wbijają się w naszą pamięć, w nasze głowy, tworząc w nas albo strach i nienawiść, albo jakąś dziwną błogość i niezapomniane wspomnienia. Koniec końców po latach pamięta się tylko tych najbardziej wyrazistych, tych którzy przeczochrali nas po podłodze, wymusili przeczytanie, wykucie, odrobienie, nauczenie. Tych, którym zdarzało się krzyczeć, na widok których czasem drżeliśmy – to ich dziś pamiętamy najbardziej. Ci bezpłciowi, bez pazura, bez pasji zostali gdzieś na równi pochyłej pamięci.

Moja nauczycielka chemii – wysoka, szczupła z ciemnymi prostymi włosami, chodziła wolno i raczej rzadko się uśmiechała. Była wymagająca. Na pierwszej lekcji w siódmej klasie podstawówki podniosła swoje dwa długie palce wskazujące, zahaczyła jeden o drugi i powiedziała: „Atom i atom łączą się tworząc cząsteczkę” i nie wiem jak to zrobiła, ale zakochałam się w lekcjach prowadzonych przez nią. Była moim wyobrażeniem naukowca. Była moją Marią Skłodowską-Curie. Dziś się z tego śmieję, ale tamte emocje i mój wiek powodowały, że byłam nią szczerze zafascynowana.

Nauczyciel języka polskiego z liceum. Zawsze w koszuli, kamizelce, marynarce. Palił przed szkołą jak smok i mówił, że i tak każdy umrze, on przynajmniej będzie wiedział na co. Mało wychowawcze? Może, ale za to jakie odważne. Wchodził do klasy. Prawie zawsze odpytywał. Zadawał pytanie otwarte o wiersz, lekturę, jakieś wydarzenie z życia bohatera, a następnie mówił: „Dokona tego zbożnego dzieła…” I tu nastawała taka cisza, że słyszałam swoje płyny ustrojowe, zalewał nas wszystkich zimny pot i adrenalina uderzała do głowy. Po chwili padało nazwisko. Jedna osoba wstawała i zaczynała mówić, a reszcie spadało ciśnienie od ulgi, że tym razem nie padło na niego. Prowadził zajęcia na zasadzie rozmowy. Interpretacja wierszy, obserwacja bohaterów, omawianie postaw. Nigdy nie używał notatek, zeszytów, szablonów. Wszystko miał w głowie. Mogliśmy powiedzieć co sądzimy i jeśli było to błędne, on tylko delikatnie prostował, nigdy nie powiedział „ŹLE”, bo przecież dobrze, że uczeń myśli i formułuje swoje zdanie. Teraz sądzę, że było to strasznie istotne, taka możliwość interpretacji według swoich odczuć. Do tej pory pamiętam jego wzruszenie podczas czytania Trenów Kochanowskiego. Myślałam wtedy, że może myśli o swojej córce, może ją stracił, może jej nie ma? Był tak bardzo autentyczny i prawdziwy.

Pozytywny wariat od matmy  niespodziewanie zaszczepił we mnie miłość do tego przedmiotu. Wiem, że właśnie to dzięki niemu polubiłam matematykę szczerze i z pasją, bo w podstawówce ledwo włóczyłam nogami na myśl o słupkach i innych silniach. Skakał przy tablicy jak pająk na nitce. Pisał, liczył, opowiadał. Jak niespełniony aktor na scenie miał wśród nas swoją widownię. Pasjonat swojego przedmiotu i nauczania młodzieży – tak go odbierałam. Lubiłam bardzo. Wyliczał prawdopodobieństwo wygrania w Lotto i to dzięki niemu nie tykam kuponów, bo szkoda mi dwóch złotych na nierzeczywiste marzenia. Szczery, otwarty, czasem budził skrajne uczucia. Można było go kochać albo nienawidzić. Ja pokochałam.

Na pewno jak i ja macie wśród swoich wspomnień nauczycieli świrów rzucających kluczami albo kredą w uczniów. Takich, którzy szydzili czy grozili. Ja też mam, ale wypieram ich z pamięci.

Dziś pamiętam tylko tych dla mnie najfajniejszych, najśmieszniejszych. Tych, na widok których skręcał mi się żołądek. Takich, którzy wzbudzali podziw i wielki szacunek. Takich, którzy zmienili mnie swoimi poglądami i wpłynęli na moje życie.

Dziś marzę o tym, aby moje dzieci spotkały na swojej drodze takich nauczycieli, którzy nie tylko ugruntują ich wiedzę, ale i zaszczepią pasję uczenia się i zdobywania wiedzy. Wzbudzą pozytywne emocje i podzielą się swoimi zainteresowaniami. Takich, którzy choć w połowie będą tak fajni, jak wspomniani moi…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s