Głowa do góry

person-1357442_1920

 

Mam tam jakieś swoje przypadłości, które są chorobami niewyleczalnymi.
Staram się z nimi zaprzyjaźniać i nauczyć z nimi żyć, choć one nie mają charakteru prawdziwej przyjaciółki.
Są złośliwe i atakują zawsze niepostrzeżenie. Trzymają w uścisku długo, niby odpuszczają, po to aby następnego dnia uścisnąć mocniej.
Jak już puszczą to ma się wrażenie, że wypiły z człowieka wszelką energię do życia, a także wypłukały krew do koloru bladoróżowego.
Zostawiają mnie anemiczną, smutną i pełną obaw.
Daje to mocno po głowie, bo kiedy łzami solisz rosół zastanawiasz się ile jeszcze możesz w tym stanie być i żyć.
Nie próbuję nawet znielubić tej choroby, bo szkoda mi na to własnej energii. Nie chcę zjeść siebie sama w nienawiści do niej.
Myśle że uczę się jej za każdym razem, kiedy do mnie puka i wiem, że im szybciej reaguję na pierwsze objawy tym prędzej ją pożegnam, choć na jakiś czas.
Okazuje się z czasem, że nie jest wcale aż tak źle z samopoczuciem, jednak zrozumieć to można dopiero jak choroba lekko odpuści, a ja nałykam się dostatecznie dużo fiolek żelaza i witamin, aby choć trochę wspomóc swoje ciało.
Żyjemy w pędzie, wszyscy. Między pracą, domem, dziećmi, obiadem i zakupami na szybko bierzemy oddech.
Wieczorem zostają nam dwie godziny dla dzieci i jest to czas kiedy trzeba załatać wszystko co umknęło w ciągu dnia.
Wydaje nam się że możemy wiele, świat stoi otworem, a my z wiatrem we włosach będziemy go odkrywać.
Otóż kiedy przychodzi choroba mam w nosie świat, chcę mieć jedynie czas, aby patrzeć na własne otoczenie i być.

Nic więcej, tylko być tu i teraz…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s