Też się boisz jak ja?

hand-984170_1920

Przeraża mnie fakt życia w świecie hejtu, naigrywania się, szydzenia i obśmiewania. I to że ja uczę się sobie z tym radzić i definiować swoje wartości to jedno. Inna historia jest taka, że tego wszystkiego będą musiały uczyć się moje dzieci.
Mają twardy orzech do zgryzienia wchodząc w wiek nastoletni, a następnie w dorosłość.

Żyją w świecie internetu, gier komputerowych, komunikatorów, edytorów rzeczywistości. Żyją w świecie, w którym chęć zaimponowania innym i wzbudzenia respektu wśród kolegów jest dziś na wagę złota. Jest ich być albo nie być. Takie podejście niestety stwarza warunki do obśmiewania człowieka słabszego i innego niż reszta .

Czy muszę dążyć do bycia taki sam jak reszta i dostosować się do grupy?
Czy mam tak samo pluć, przeklinać i grypsować?  Tak samo się śmiać i mieć w *upie te same osoby? Czy muszę im udowodnić swoją fajność tańcząc jak oczkuje reszta?

Nie muszę i ten młody człowiek również nie musi. My to wiemy, ale jego droga, aby się o tym przekonać często jest pokrętna i stroma.

A co jeśli nastolatek jest spokojny, lubi rysować, zamyka się w sobie i nie lubi istnieć w grupie? A co jeśli ma niszowe zainteresowania i nie słucha muzyki takiej jak inni?
Będzie idiotą? zj*bem? gó*nojadem?
Będzie debilem? ciotą? lamusem?
Będą z niego szydzić, pozbawią go wartości, której jeszcze sam nie zbudował i nie zdołał uwierzyć, że jest wiele wart…
A co jeśli nie podniesie tego ciężaru, zamknie się w sobie do tego stopnia, że najbliżsi będą dla niego obcy.
A co jeśli zacznie się ciąć z niemocy i wewnętrznego bólu i w głuchym milczeniu tak właśnie będzie krzyczeć o pomoc?
Własnie tak, bo inaczej nie umie opisać tego co czuje i dlaczego jest mu tak bardzo źle.
Jest niebezpieczeństwo, że nikt go nie usłyszy, a jeśli to zrobi, to możliwe, że będzie na tyle późno, że wyciągnięcie go z „nieprawidłowo budującej się osobowości” lub „stanów  depresyjnych” będzie niemożliwe albo cholernie ciężkie.

Kiedy, jako mama dwójki jeszcze niedużych dzieci, błądzę po internecie czytając artykuły, kiedy przyglądam się rzeczywistości i zagubionej młodzieży wokół, mam w sobie jedno uczucie.

Boję się.
Boję się, że mam wrażliwe dziecko, które może nie uniesie ciężaru nienawiści i problemów.
Boję się, że nie uniesie otoczenia i presji, czy to wyglądu czy narzucanego schematu zachowania.
Boję się, że czegoś nie zobaczę, że przeoczę i że nie poradzę sobie jako rodzic, bo najzwyczajniej nie będę umiała.
Boję się, że nie dostanę wsparcia od kraju, w którym mieszkam, gdyż przepełnione oddziały psychiatryczne pękają w szwach i przyjmowane są tam najcięższe przypadki.
Często nie te, które potrzebują pomocy teraz, którym można byłoby pomóc w tym momencie, bo się pogubiły, ale te, które powinny być przyjęte tam dwa lata temu, kiedy problemy kiełkowały.

I mimo że sama staram się budować wartość swoich dzieci powtarzając im każdego dnia, że są mądre, ważne i że je kocham, to wiem, że w pewnym momencie w ich życiu grupa rówieśników i ich zdanie może być ważniejsze niż moje słowa. Wiem, że chęć bycia zaakceptowanym może być życiowym priorytetem.
Wiem, że możemy wpaść w pułapkę rzeczywistości na tyle głęboką, że będziemy z niej wypływać latami. A wypłynąć z niej bez blizn się nie da.

Obserwuję moje dzieci, rozmawiam, reaguję na słaby humor, dopytuję. Nie ignoruję i nie spławiam.
Robię to, bo się o nie boję. Boję się pułapki, która na nie czyha.

 

Jedna uwaga do wpisu “Też się boisz jak ja?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s