Knebel, nie zakaz…

Mam swoje zdanie, mam do niego prawo. Jestem przeciwnikiem aborcji. Mogę? Mogę. Jestem przeciwnikiem aborcji, bo tak wyszło, bo taka była impreza, bo się zapomnieliśmy. Jestem przeciwnikiem takiej aborcji tylko dlatego, że jestem człowiekiem i uważam się za istotę myślącą, która bierze na siebie odpowiedzialność za swoje czyny. Macie inne zdanie? Macie prawo, mam i ja.

Wczoraj Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepis zezwalający na dopuszczalność aborcji w przypadku dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest niezgodny z konstytucją… To nie jest zakaz, to jest knebel na nas – kobiety. Jestem mamą dwójki dzieci, w ciąży byłam trzy razy. Jestem świadoma ciała, jestem dojrzała. Kim dziś jestem? Dziś jestem marionetką bez możliwości wyboru. Kukiełką bez głowy, workiem do zapładniania, macicą bez uczuć. Od razu dodam – nie mówimy o dzieciach zdrowych, nie mówimy o dzieciach z lekkimi wadami. Mówimy tu o dzieciach, które umrą tuż po porodzie albo w trakcie. Mówimy tu o prawdopodobieństwie śmierci matki w trakcie porodu. Mówimy o cięciu brzucha na krzyż podczas cesarskiego cięcia w celu wyjęcia dziecka, które najprawdopodobniej odejdzie ze świata. Czy taka ciąża coś mi da? Oprócz gehenny porodu, blizn na ciele i duszy już na zawsze i świeczki palonej na cmentarzu? Jeśli mi da wiarę, to wspaniale. Jeśli mnie wzmocni, to świetnie. Nie odbieram kobietom, które chcą tego prawa. Szanuję je, podziwiam i wiem, że są wśród nas.  Są waleczne i walczą o swoje przekonania – i dobrze! Mają prawo, ja też chcę je mieć.

Tylko dziś pytam dlaczego jeśli ja nie chcę być zaorana na umyśle traumą takiej ciąży i śmierci w jednym jestem do tego zmuszana? A co jeśli podczas porodu umrę i zostawię swoją dwójkę dzieci? Czy ktoś przyjdzie i zapyta czy im dobrze? Nikt.

Bo dziś tu i teraz jesteśmy tylko inkubatorami i chodzącymi trumnami, jesteśmy probówkami bez możliwości powiedzenia stop. Czy to jest obrona życia? Czy ci obrońcy, którzy bohatersko skazują nas na taką ciążę, przyjdą do nas kiedy będę w depresji po stracie? Czy dodadzą mi otuchy i wesprą pomocą psychologiczną? Nie. Ich tam nie będzie. Zostaniemy tam same, na dnie rozpaczy, w morzu problemów.

I jeszcze raz powtórzę, jestem przeciwna aborcji, bo tak mi się podoba, ale też jestem przecwina skazywaniu mnie na jedyną słuszną drogę cierpienia, rodzenia, walki o kolejny oddech śmiertelnie chorego dziecka.

Odczłowieczenie, uprzedmiotowienie. Tak się czuję. To jedno prawo do odczuwania mi jeszcze zostało i tego mi nie zabiorą.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s