Tęsknota

– Mamo, a jak ty sprawdzałaś, na przykład kiedy się urodził jakiś pisarz czy kompozytor, kiedy musiałaś napisać o nim coś do szkoły? – pyta moje dziecko

– No normalnie, w encyklopedii – mówię – zobacz, wciąż mamy je w domu, choć hasła w nich stare i już wymagające uzupełniania. Leżą jednak niczym relikt i kurzą się w witrynie za szybką.

– O matko, ile to było roboty! A jak na przykład słuchałaś piosenki, którą chciałaś właśnie teraz usłyszeć? – pada kolejne pytanie.

– Jeśli nie miałam kasety, a raczej jej nie miałam, to musiałam wyczekać, aż w radio ją puszczą. Wtedy szybko naciskało się czerwony guzik i nagrywało ją, aby było można słuchać w kółko – opowiadam.

– O jacie! Ale słabo…

No właśnie. Słabo? My, prawie czterdziestolatkowie, należymy do ostatniego pokolenia, które pamięta świat analogowy. Pamięta spotkania na korytarzu szkoły, wieczne plotki w szatni. Pamiętamy wyjścia po szkole na wspólne włóczenie się po mieście i gadanie, którego nigdy nie było nam dość. Kasety magnetofonowe i wieczorynkę o 19.00, a nie całą dobę non stop.

Głowa nie była utkwiona w smartfonie, tylko niczym czapla obserwowała otoczenie. Przeżyliśmy bez encyklopedii online i bez słownika w googlu. Przeżyliśmy bez youtuba, że o tik-toku nie wspomnę. Udało się słuchać muzyki bez Spotify i mieć wokół kolegów bez Instagrama.

– Serio? Słabo? Tak sądzisz? – pytam

– No tak, bo teraz możesz wszystko sprawdzić tak szybko, wysłać komuś zdjęcie, kupić coś w Internecie – mówi Lena

– Masz rację. Lubię to i korzystam z tego. Ale nie wiem z jakiego powodu tak tęsknię za tamtymi czasami… – zamyślam się.

Za czasami kiedy dziewczyny pisały pamiętniki czy Złote Myśli, chłopcy kochali lekcje w-fu i bieganie do upadłego na podwórku. Jedzenie rzucane było przez mamę przez okno, aby tylko wydłużyć czas grania w gumę czy podchody. Umieliśmy patrzeć na siebie przez inny pryzmat niż filtry i nakładki oszukujące rzeczywistość. Świat był bez dziubków i fałszywie wygładzonej cery. Życie nie było zalane fejk – newsami, którymi karmią nas media, przez które kreujemy wokół siebie fałszywą rzeczywistość. Trzepak pod blokiem służył za punkt spotkań, a jedzenie zupek chińskich pod namiotem w wakacje było szczytem marzeń.

– Lubiłam tamten świat i cieszę się go pamiętam, wiesz? – mowię

– Ale teraz jest lepiej chyba, nie? – dopytuje córka.

– Mmm. Czy jest lepiej? Może jest łatwiej. Łatwiej jest zadzwonić, niby łatwiej się zobaczyć, łatwiej jest wysłać, przelać, zapłacić, kupić. Tylko to wszystko łatwiejsze jest online, wiesz? Przez komputer. A tak naprawdę w życiu codziennym to wszystko, co takie prozaiczne i jakby zwykłe, stało się trudniejsze, bo w pogoni tracimy czas, a w tamtym życiu analogowym było go jakoś chyba więcej, wiesz? Więcej czasu na spotkania i widzenie żywego, realnego człowieka, więcej prawdziwych relacji bez ekranu komputera między nami…

I może to sentymentalne, ale bardzo mi żal, że jakbym się nie starała, ile bym z nimi nie grała w Chińczyka i warcaby, ile puzzli układała i jeździła na rowerze, jak wiele czasu nie spędziła na spacerach, ile opowiadała oraz im uzmysławiała, to moje dzieci już tamtego świata nie doświadczą i nie zrozumieją tej mojej tęsknoty…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s